Wieczorem, gdy byliśmy już w moim domu leżeliśmy na łóżku
i rozmawialiśmy, a mi przypomniało się, że mam cały czas prezent dla Patricka z
okazji urodzin. Gdy dałam mu pakunek, to przyznał, że sam o tym zapomniał. A
prezent był przecież ze mną w Kolonii. Uśmiechnął się, gdy zobaczył kalendarz
na 2012 rok.
P: „Dziękuję Kochanie.”
O: „Proszę! Ale to nie jest zwykły kalendarz. Zaznaczyłam
wszystkie daty, które znałam, ale poza tym jak przyjdzie Ci na myśl pisanie
piosenki, to od razu będziesz pisał w danym dniu i będziesz wiedział, kiedy
napisałeś.”
P: „Na Ciebie zawsze mogę liczyć.”
O: „Z wzajemnością.”
P: „A wiesz, że ostatnio napisałem jedną?”
O: „Ostatnio? Kiedy? Przecież były Święta, koncerty.”
P: „No właśnie wtedy. Tekst wywiązał się z naszej
rozmowy, mówiłem o pięknym śnie, a Ty powiedziałaś, że to było naprawdę.
Dokończyłem w hotelu jak odwiozłem Cię na lotnisko, a melodię ułożyłem po
drugim koncercie w nocy, dlatego właśnie byłem taki niewyspany dzisiaj.”
O: „Wariat!”
P: „Trafił swój na swego!”
O: „Zaśpiewasz mi?” – spytałam znając jednak odpowiedź.
P: „Jeszcze nie teraz, muszę dopracować.”
O: „Wiedziałam. Rozmawiałam z Anią.”
P: „I jak?”
O: „Dobrze. Wszystko sobie wyjaśnili, gdy nie było
chłopców.”
P: „Całe szczęście.”
O: „Czekaj, a oni gdzieś idą na Sylwestra?”
P: „Nie wiem. Ale dzieciaki Tanja zabiera na narty.”
O: „Założę się, że nic nie wymyślili, nie mieli do tego
głowy.” – wzięłam komórkę i zaczęłam wybierać numer.
P: „Co robisz?”
O: „Dzwonię do Oli.”
Z przyjaciółką porozmawiałyśmy dosłownie chwilę.
Skończyłam i od razu zadzwoniłam do Ani, przedstawiłam jej nasz pomysł,
podziękowała, bo faktycznie nie mieli nic w planach, miała porozmawiać z Joe i
dać znać.
P: „Idą z nami?”
O: „Haha! Skąd wiesz? No jest taka opcja, mają dać znać.”
P: „Byłoby bardzo fajnie.”
O: „Paddy?”
P: „Hmm…?”
O: „Chcę z Tobą posłuchać jednej piosenki.” – podeszłam
do komputera włączając „Eternal Flame”, wróciłam do sypialni jednocześnie
gasząc światło i zapalając lampkę. Paddy uśmiechnął się, wziął moją dłoń w
swoją i pocałował. Zaczęłam się mocno do niego tulić, całować. Szeptałam, że
bardzo się stęskniłam, że nie byliśmy ze sobą ponad miesiąc. Napawaliśmy się
powoli wspólną chwilą. Gdy nasza piosenka się skończyła nawet nie wiedzieliśmy,
co leciało dalej. Byliśmy tylko my. Miał na sobie ciepły golf, który blokował
dostęp do szyi, więc odrzuciłam go szybko na podłogę. Poczuł to jako pozwolenie
i to samo zrobił z moim ciepłym swetrem. Zaczęliśmy powoli, ale byliśmy
stęsknieni za sobą, więc gdy zostaliśmy już w samej bieliźnie obojgu zaświeciły
się oczy, pozbyliśmy się jej, aby jak najszybciej móc być razem. To było jak
szalona jazda na karuzeli. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Zmęczeni
opadliśmy na poduszki, przykryliśmy się i zasnęliśmy na jakieś trzy godziny,
aby znowu się obudzić i zrobić to samo z jeszcze większym zapałem. Zasnęliśmy
znowu, obudziliśmy się rano i oboje nie widzieliśmy przeciwwskazań, aby poranek
zaczął się od tego czym zaczęła się dla nas noc. Paddy skwitował, że jak się
przeprowadzę do Kolonii, to będziemy to mieli na co dzień. Uśmiałam się mówiąc,
że jemu tylko jedno w głowie, na co powiedział, że nieprawda i że to Joey
pewnie się teraz godzi z Ann. Przypomniałam sobie, że mieli dać znać. Na
komórce było nieodebrane połączenie i sms. Nic nie słyszeliśmy. Okazało się, że
idą z nami na Sylwestra. Będą w Warszawie 30 grudnia. Zapowiadały się fajne dni
przed nami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz